poniedziałek, 23 grudnia 2013
Makijaż sylwestrowy
Trwa odliczanie dni do końca roku 2013 a Sylwester zbliża się wielkimi krokami. To już ostatni dzwonek na dopracowanie kreacji i stworzenie pasującej do niej wizji makijażu i fryzury na tę jedyną w roku noc. Dlatego przedstawiam wam kilka moich propozycji makijażu na sylwestrową noc, które udało mi się wykonać w ciągu ostatnich dni:
sobota, 14 grudnia 2013
Olej kokosowy spożywczy czy kosmetyczny? - porównanie
Chyba wiele z nas przy zakupie oleju do pielęgnacji włosów i
ciała zastanawia się, który wybrać – spożywczy czy kosmetyczny. Nie wszystkie oleje mają swoje spożywcze
odpowiedniki, ale jeśli takie istnieją to ich cena jest dużo niższa. Dlatego
jeśli tylko mam wybór, to raczej wybieram oleje spożywcze (no może z wyjątkiem
oleju arganowego – ten zawsze kupuję kosmetyczny).
Jakiś czas temu dostałam w prezencie urodzinowym olej
kokosowy kosmetyczny l’orient, a że do tej pory zawsze kupowałam go w wersji
spożywczej, postanowiłam sprawdzić czym się między sobą różnią. Oba moje oleje
są nierafinowane.
Przede wszystkim cena: olej spożywczy jest 4 razy tańszy od
oleju kosmetycznego. 100 gramów oleju kosmetycznego kosztuje tyle samo co 400
gramowy słoik oleju spożywczego. Cena obu to ok 35-40 zł.
Konsystencja: olej kokosowy kosmetyczny jest dużo twardszy
od oleju spożywczego, jeśli w łazience jest trochę chłodniej to jest tak
twardy, że trzeba go dosłownie wydrapywać paznokciami. Olej spożywczy nie ma aż
tak zwartej konsystencji, stosuje się go dużo wygodniej. Po nałożeniu na skórę
oba pozostawiają na skórze identyczną tłustą warstwę.
Kolor: olej kosmetyczny jest mlecznobiały, olej spożywczy
jest bardziej przezroczysty, lekko białawy.
Zapach: oba oleje pachną kokosem delikatnie i bardzo
naturalnie, jednak zapach oleju kosmetycznego jest dużo słabszy, olej spożywczy
pachnie bardziej intensywnie.
Wydajność: mogło by się wydawać, że skoro olej kosmetyczny
ma bardziej zwartą konsystencję, będzie bardziej wydajny, ale niestety tak nie
jest – potrzeba go dokładnie tyle samo co oleju spożywczego, żeby np.
posmarować ciało, lub nałożyć na włosy.
I najważniejsze – właściwości: oba oleje działają dokładnie
tak samo, nie widzę między nimi żadnej różnicy. Oba dobrze nawilżają,
pozostawiając na skórze lekko tłustą warstwę. Nie będę tutaj pisać o wadach i
zaletach oleju kokosowego, w tym poście chciałam tylko przeanalizować różnice
między olejem kosmetycznym a spożywczym.
Jak widać nie trzeba przepłacać kupując olej kosmetyczny,
skoro dużo taniej możemy kupić olej spożywczy o identycznych właściwościach. Ponadto kokosowy olej spożywczy ma jeszcze jeden duży plus – można używać go w kuchni np. do smażenia (podobno jest
bardzo zdrowy).
wtorek, 10 grudnia 2013
Rimmel Stay Matte puder - recenzja
Pudru Stay Matte używałam jako nastolatka i był on wtedy
zdecydowanie moim ulubionym pudrem. Ale wiadomo, że zaczynając swoją przygodę z
makijażem ma się nieco mniejsze wymagania niż po latach codziennego malowania
się. Dlatego z ciekawości podczas ostatniej promocji w rossmanie (-40% na
kosmetyki do makijażu) postanowiłam go kupić i sprawdzić czy przypadnie mi do
gust kilka lat później.
Kupiłam odcień transparentny, bo o tej porze roku moja skóra
jest niemalże biała i prawie wszystkie podkłady i pudry są dla mnie za ciemne
(nawet najjaśniejsze odcienie). Za puder zapłaciłam coś około 12 zł. – cena bardzo
atrakcyjna.
Pudru Stay Matte używam codziennie od dwóch tygodni i okazało
się, że wciąż bardzo go lubię. Puder bardzo dobrze matowi cerę, nawet
posmarowaną kremem z wysokim filtrem, co na pewno jest jego wielkim plusem.
Puder nie nadaje żadnego koloru, jest transparentny a z doświadczenia wiem, że różnie to bywa z
pudrami, które podobno mają być transparentne. Co do trwałości to też jest
całkiem w porządku, to znaczy drobne poprawki w ciągu dnia są konieczne, ale
moja cera już taka jest, że przy każdym pudrze prędzej czy później musze zrobić
poprawkę.
I tak przy tych poprawkach wychodzi jedna, dla mnie dość
duża wada tego kosmetyku – opakowanie. Opakowanie jest po prostu mega
niepraktyczne, nie ma lusterka, nie ma gąbeczki a otwieranie też jest zupełnie nieprzemyślane.
Jeśli chcemy poprawić makijaż siedząc np. w autobusie to z tym pudrem jest to
niemożliwe, bo oprócz samego pudru potrzebujemy jeszcze pędzel albo gąbeczkę i
lusterko efektem czego po otwarciu wieczka braknie nam rak, żeby to wszystko
utrzymać i jeszcze się pomalować. Na szczęście istnieją bibułki matujące,
których możemy używać do poprawek w ciągu dnia i zabrać ze sobą wszędzie.
Podsumowując. Rimmel Stay Matte to dobry puder w dobrej
cenie, ale ze względu na niepraktyczne opakowanie nadaje się jedynie na
kosmetyk stacjonarny, którego można używać do wykonania porannego makijażu, do
torebki się nie nadaje.
sobota, 7 grudnia 2013
Kozieradka na porost włosów
Oto jak przyrządzić wcierkę z kozieradki: 2 łyżeczki nasion
kozieradki zalewamy szklanką wody i zostawiamy na parę godzin do zaparzenia i
opadnięcia nasion na dno. Następnie odlewamy gotowy wywar do słoiczka lub
innego naczynia (może być buteleczka z dozownikiem) i wcierka gotowa. Wcierkę
trzymamy w lodówce przez kilka dni, przy codziennym stosowaniu powinna
wystarczyć na tydzień, jeśli jednak nie zużyjemy jej w ciągu kilku dni,
najlepiej jest ją wylać i przyrządzić świeży wywar. Ja trzymam swoją kozieradkę
w słoiczku a do aplikacji używam dużej strzykawki, która sprawdza się
rewelacyjnie.
Moje wrażenia po pierwszym miesiącu z kozieradką: kozieradkę
starałam się wcierać w skórę głowy
codziennie ale widomo, różnie to było… w każdym razie stosowałam ją w miarę
regularnie. Co prawda nie spodziewałam się super efektów już po pierwszym
miesiącu, a tu proszę, włosy urosły mi całe 4 centymetry (a nawet kilka
milimetrów więcej)! Co prawda na długości raczej mi nie zależy, bo włosy mam
już mega długie, ale po miesiącu z kozieradką na mojej głowie pojawiło się
bardzo dużo nowych baby hair, co mnie bardzo cieszy bo włosów jest coraz więcej
J.
Jedyna wada tego cudownego specyfiku to zapach – pachnie curry,
bardzo intensywnie i właśnie dlatego nie byłam w stanie używać jej codziennie.
Wcierkę z kozieradki polecam każdemu, działa szybko i
widocznie a do tego jest super tania (opakowanie kosztuje ok 2-3 złote).
czwartek, 5 grudnia 2013
Beauties Factory Brush Cleanser - płyn do czyszczenia pędzli - recenzja
Makijażem zajmuję się zawodowo a pędzle do makijażu są
narzędziem mojej pracy, dlatego utrzymanie ich w czystości jest dla mnie bardzo
ważne. Jestem raczej zwolenniczką prania pędzli niż czyszczenia ich płynem, ale
pomyślałam, że warto jest mieć jakieś wyjście awaryjne (gdybym nie miała czasu
ich wyprać) i dlatego kupiłam płyn Beauties Factory.
Niestety płyn firmy
Beauties Factory zupełnie nie spełnił moich oczekiwań. Płyn jest tłusty, co prawda
czyści pędzle ale nie nadają się one później do użytku bo są po prostu tłuste.
Płyn podobno dezynfekuje pędzle ale mnie nie wydają się one wystarczająco
zdezynfekowane (pewnie przez tą tłustą konsystencję). Szczerze powiedziawszy nie mogłabym pomalować nikogo pędzlami
umytymi tym płynem i na pewno nie przekonam się do jego skuteczności. Pędzle
myję po każdym użyciu w ciepłej wodzie szamponem Babydream (o którym pisałam TUTAJ) albo szarym mydłem i
wiem, że są wtedy naprawdę czyste i świeże.
Znalazłam jedną zaletę tego płynu,
żeby nie było, że ma same wady, otóż świetnie nadaje się do czyszczenia półki
na której trzymam kosmetyki do makijażu, bardzo dobrze zmywa ślady po kredkach,
podkładach i szminkach ;). Na pewno kupię jeszcze kiedyś jakiś inny płyn do
czyszczenia pędzli, bo jednak warto taki mieć, ale na pewno nie będzie to już
Beauties Factory.
wtorek, 3 grudnia 2013
Tangle Teezer - recenzja
Odkąd zaczęłam bardziej dbać o swoje włosy, coraz częściej zastanawiałam się nad wyborem odpowiedniej dla nich szczotki. Na początku zastanawiałam się nad szczotką z naturalnego włosia, ale moje włosy bardzo się plączą i taka szczotka chyba nie dała by sobie z nimi rady. Na temat tangle teezer przeczytałam dziesiątki bardzo dobrych opinii i dlatego sama zaczęłam się zastanawiać nad jej zakupem. Niestety szczotki te nie należą do najtańszych i długo się wahałam. Jednak kiedy moja domowa szczotka zaczęła się psuć i musiałam już coś kupić, po obejrzeniu różnych szczotek w rossmanie, których cena też nie była niska bo właściwie każda kosztowałam ok. 30 zł., doszłam do wniosku, że jednak tangle teezer będzie najlepszą opcją.
Moje wrażenia: na początku byłam trochę rozczarowana, szczotka czesała faktycznie lepiej niż jakakolwiek inna szczotką jaką miałam do tej pory, ale nie sunęła po włosach od nasady aż po same końce, jak to podobno miała robić. Włosy rozczesuję na mokro i właściwie najwięcej włosów wypada mi przy rozczesywaniu i miałam nadzieję, że tangle Teezer trochę ograniczy ilość wypadających włosów. I tak też się stało, co prawda nie jest tak, że włosów wypada o połowę mniej ale różnica jest widoczna. Szczotka nie szarpie włosów, rozczesuje je bardzo delikatnie. Krótko mówiąc jest to bardzo dobra szczotka, ale wydawało mi się, że spokojnie mogłabym bez niej żyć. No właśnie wydawało mi się tak do czasu, kiedy wyjechałam ostatnio na kilka dni i w mojej walizce zabrakło miejsca na tangle teezer. I kiedy przyszło mi przez te kilka dni rozczesywać włosy zwykłą szczotką, wtedy dopiero naprawdę doceniłam tą wspaniałą szczotkę (tak, teraz uważam, że jest genialna, wspaniała i niezastąpiona). Od tej pory nigdy więcej się z nią nie rozstanę i wszędzie będę ją wozić ze sobą :). Bardzo polecam wszystkim posiadaczkom długich włosów.
niedziela, 1 grudnia 2013
Moje sposoby na cellulit
Cellulit to zmora, która spędza sen z powiek prawie każdej z
nas. W drogeriach i aptekach pełno jest różnych balsamów, żeli i innych wynalazków,
które mają za zadanie wygładzenie i ujędrnienie ud i pośladków, niestety
kosmetyki te są dość kosztowne a ich działanie nie jest aż tak spektakularne
jak byśmy chciały. Jako, że mamy teraz zimę i wydaje mi się to
najodpowiedniejsza pora na to by zadbać o swoje ciało, napiszę kilka słów o
swoich sposobach walki z cellulitem:
Przepis na antycellulitową mieszankę: 4 krople olejku
cynamonowego, 4 krople olejku grejpfrutowego, trochę najzwyklejszego, taniego
balsamu do ciała (taka ilość żeby wystarczyła na wysmarowanie ud, pupy i
brzucha), folia spożywcza. Olejki mieszamy z balsamem w miseczce, wcieramy w
uda, pupę i brzuch i okręcamy się folią, następnie przykrywamy się kołdrą albo
kocykiem i siedzimy tak od pół godziny do godziny. Można w tym czasie poczytać
książkę albo obejrzeć film. Oba olejki mają właściwości silnie rozgrzewające dlatego
trzeba uważać żeby nie przesadzić z ilością bo mogą poparzyć skórę. Najlepiej
za pierwszym razem użyć mniejszej ilości olejków i każdorazowo odrobinę ją
zwiększać. Ja za pierwszym razem dałam o kroplę za dużo i po 3 minutach
musiałam wskoczyć pod prysznic, później długo jeszcze miałam podrażnioną,
zaczerwienioną skórę. Następnym razem dałam za mało olejku i nie czułam żadnego
rozgrzewania. Dlatego ilość olejków trzeba dostosować do siebie i stopnia
wrażliwości skóry. Taki zabieg powtarzamy co najmniej dwa razy w tygodniu, a
najlepiej co drugi dzień.
Taką kurację trwającą miesiąc zrobiłam sobie w tamtym roku i
efekt był naprawdę bardzo zauważalny. Najlepiej by było po kuracji, dla
utrzymania jej efektów powtarzać zabieg raz w tygodniu. Ja tego niestety nie
robiłam i dlatego teraz znów planuję zacząć kurację od nowa.
Żeby zewnętrzne zabiegi były bardziej skuteczne warto
zastosować jeszcze dwie ważne zasady. Po pierwsze picie dużej ilości wody. Ja
niestety bardzo lubię herbatę i piję ją właściwie cały czas ;) ale staram się
stopniowo przerzucać na wodę. Po drugie ruch. Wiem, że pogoda raczej nie
sprzyja żadnym aktywnościom fizycznym, ale dobrze jest się zmusić i poćwiczyć
chociaż 15 minut dziennie. Ja do niedawna biegałam prawie codziennie, teraz
jest już na to trochę za zimno więc przerzuciłam się na przysiady i kręcenie
hula-hopem.
Mam nadzieję, że wytrwam w swojej walce i wkrótce pozbędę
się cellulitu raz na zawsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















